top of page

Od czego zaczynają się problemy z hazardem

Maks Rogiewicz
23 wrz
2 minut(y) czytania

W czasach wszechobecnej promocji hazardu niektóre jego sektory przemykają bez większej uwagi. Są to moim zdaniem zakłady bukmacherskie.

Mam wrażenie, że temat jest bagatelizowany.


Od zawsze interesowałem się piłką nożną. Oglądałem mecze, rozmawiałem o nich, żyłem tym piłkarskim światem.

Światem, który ma też swoją drugą stronę - jest przesiąknięty hazardem. Na każdym kroku reklamy, banery.

Wśród znajomych już od wieku nastoletniego przewijały się osoby, które obstawiały zakłady.

Na początku u każdego zaczyna się niewinne - kilka złotych na zakład lub tzw. tasiemkę. Niektórzy na tym pozostali, inni popłynęli dalej.



Na początku każdy traktuje to z dystansem — przecież to tylko zabawa

. Ale czy takie podejście nie tworzy ogólnego przyzwolenia na tę formę hazardu?

Obstawianie nie spotykało się z żadnego rodzaju ostracyzmem, było to coś zupełnie normalnego żeby na każdy dzień meczowy mieć po kilka kuponów. Później człowiek siedział tylko z flashscorem odpalonym i wpatrywał się jak zwierzę.



Mało kto zaczyna od większych stawek.

 Pierwsze zakłady to zazwyczaj 2–20 zł, z pojedynczymi wyskokami przy okazji oglądania jakiegoś większego/ciekawszego wydarzenia sportowego.

 Dla sporej części graczy na tym się kończy - ewentualną wygraną wypłacają, a na dalszą grę przeznaczają tylko niewielki procent.

 Inni gracze jednak odkrywają coś, czego im wcześniej brakowało: nagłe przypływy dopaminy, wizję wielkich wygranych i lepszego życia, poczucie, że „mają na co czekać" (czekając na rozwój meczu czy kolejne spotkania danego dnia).



 Z pozoru wydaje się, że to nas nie spotka. Myślę, że wiele osób tak sobie pomyślało - zarówno w tym kontekście, jak i wobec narkotyków czy alkoholizmu. 


Nierzadko jednak pycha kroczy przed upadkiem, a takie osoby kończą najgorzej.

Mi osobiście wydawało się, że to „wyższa forma hazardu". Inne formy tj. np. kasyna internetowe gdzie 'kręciliśmy sloty' wydawały mi się degenerackie i dużo bardziej podłe.


Czułem, że dzięki znajomości sportu może mieć przewagę nad bukmacherem i w ten sposób zarobić.


To oczywiście złudzenie. Długoterminowo i tak bukmacher na nas zarabia.

'House always wins'. Kasyno/bukmacher ma swoje metody na to, aby gracza i tak prędzej czy później ograć.

W moim przypadku to i tak nieważne gdyż okazjonalna gra hazardowa przerodziła się w okropny nawyk, który finalnie wpędził mnie w ogromne długi.


Celem tego i następnych wpisów jest szerzenie świadomości wśród graczy, którzy zaczynają czuć, że mają problem. Piszę też dla osób młodych, które jeszcze nie wkroczyły w ten świat lub nie mogą tego zrobić ze względu na wiek.


Idealny scenariusz to będzie powstrzymanie rozwoju tego typu uzależnienia u choćby jednej osoby, aby nie musiała przechodzić przez to samo co ja.

Lepiej zapobiegać niż leczyć :)


 
 
 

Komentarze


bottom of page